Nie udało mi się znaleść wcześniej czasu by skomentować newsa z końca poprzedniego tygodnia dotyczącego "oszczędności" rządu wydatkach z kart kredytowych. Przypomnę treść:
"Ministrowie obecnego rządu zacisnęli pasa i ograniczyli liczbę kart kredytowych, a także wydatki. Z 80 kart kredytowych korzysta 13 ministerstw. Służą one do opłacania hoteli, wyjazdów służbowych, gastronomii. W 2010 r. płacąc kartami wydano 378 tys. zł, czyli o dwa razy mniej niż za rządów PiS."
Niestety po tej informacji nie widziałem ani jednego rzetelnego komentarza w mediach. A powinien być jeden - ta informacja nie mówi o oszczędnościach!!! Rząd wypuścił do mediów info, iż zmniejszył wydatki opłacane metodą płatności - służbowa karta kredytowa. Jednak ta informacja nic nie mówi o faktycznych oszczednościach w budżecie.
Wystarczy, iż Panowie w ministerstwach pobierają zaliczki gotówkowe lub rozliczają wydatki prosząc o fakturę na przelew - i faktycznie wydatki z kart kredytowych spadną. Pytanie czy Rząd miał faktyczne oszczędności czy tylko kazano ministerstwom zmienić metodę płatności by przed wyborami sie pochwalić przed wyborcami licząc, iż nikt nie zwróci uwagi na rzecz niby oczywistą?



http://rekinek2.salon24.pl/326093,klam-platformo-obnizone-koszty-aplikacji-wyzsze-niz-w-2007
Ale oczywiście taki wpis może wylądować tylko w piwnicy.